Jak wydawać mniej na zakupach i nie nabierać się na sztuczki handlowców?

Teoretycznie wszyscy znamy wartość swoich pieniędzy i wiemy, jak nie przepłacać. Niemniej jednak, niemal równocześnie każdy z nas staje w blokach startowych na sam dźwięk hasła „wyprzedaż”. Zatem czy aby na pewno potrafimy oprzeć się marketingowym trikom sieciówek? Jeśli zdarza się nam zbyt łatwo ulegać pokusie tanich zakupów, warto pomyśleć o kilku sprytnych metodach handlowców, które sprawiają, że kupujemy zbyt dużo i zbyt często.

 

1. Oryginalna cena z kosmosu

Praktykę tę szczególnie wyraźnie demaskuje polskie podejście do wyprzedaży Black Friday. Internauci monitorując ceny, znaleźli dziesiątki przypadków sztucznego zawyżania cen przez sezonem wyprzedaży – tylko po to, by przecena wydawała się głębsza. Nie inaczej jest w sklepach stacjonarnych. Jeśli więc zobaczysz przed Świętami wywieszkę „lampki choinkowe 50% taniej” to warto zadać pytanie: taniej niż kiedy? W czerwcu?

 

2. Dolna półka

W supermarkecie, na wysokości wzroku znajdziesz produkty najpopularniejszych marek. Jest w tym logika. Skoro klienci wybierają je najczęściej, niech mają je „pod ręką”. Skoro dobrze je znamy, będziemy na zakupach czuć się pewniej i chętniej wydamy pieniądze. Tymczasem wiele tańszych, a wcale nie gorszych produktów ląduje na dolnych półkach. Szczególnie zatem gdy kupujesz produkt, którego cechy będą identyczne, niezależnie od marki – zerknij na dolną półkę.

 

3. Dwa w cenie jednego?

Teoretycznie to idealna okazja – płacisz za jeden produkt, kupujesz dwa. A że zapominasz sprawdzić, ile realnie powinien kosztować produkt pojedynczy – to już zupełnie inna kwestia. Nie dość więc, że możesz zwyczajnie przepłacić, to dodatkowo jest duże ryzyko, że zmarnujesz pieniądze. Często bowiem kupienie dwóch produktów prowadzi… do ich zmarnowania. Kupiłaś za dużo? Wyrzucisz do kosza.

 

4. Tydzień grecki, tydzień chiński

Akcje sezonowe, trwające tylko przez określony czas, to idealna okazja, by zachęcić Cię do zakupu rzeczy, której kupić nie planowałaś. Działa tu tzw. zasada niedostępności – skoro słyszysz, że produktu może nie być już w sklepie przy okazji kolejnych zakupów, wrzucisz go do koszyka, nie zastanawiając się nad sensem samego zakupu. Zresztą jak to możliwe, że producent wyprodukuje towar sprzedawany tylko przez kilka tygodniu w roku? Wszystko ma ekonomiczny sens tylko dlatego, że w tychże tygodniach tematycznych klienci kupują ów produkt w setkach tysięcy egzemplarzy.

 

5. Zakupy impulsowe

Batoniki czy gumy do żucia w języku handlowców nazywane są bezceremonialnie „kategorią impulsową”. Dla wszystkich bowiem oczywiste jest, że kupujesz je pod wpływem chwili, bez zastanowienia się. Dlatego znajdziesz je przy stanowiskach kasowych – bowiem stojąc w kolejce, bezrefleksyjnie wrzucasz je do koszyka. Na plus zaliczyć można działania niektórych sieci handlowych, które ograniczają dostępność słodyczy przy kasach – ze względu na najmłodszych konsumentów.

 

6. Kupowanie w niewłaściwym miejscu

Gdy kupujesz paczkę gum do żucia na dworcu, zapłacisz 6 złotych zamiast standardowych 4 złotych. Podobnie jest z wszystkimi niemal produktami, które zakupisz w „niewłaściwym” miejscu. Sklepy z szerokim asortymentem mogą być zatem cenową pułapką. Jeśli przy okazji zakupów w sklepie spożywczym przypomnisz sobie np. o tubce kleju czy gumowych rękawicach – nie zdziw się, że zapłacisz dwa razy tyle co w sklepie budowlanym. Kupuj to, w czym sklep się specjalizuje i czym naprawdę konkuruje – wówczas nie przepłacisz.

Znajomość sposobów na wyciągnięcie z naszych kieszeni dodatkowych pieniędzy to tylko połowa sukcesu. O oszczędnościach decyduje nasza odporność na pokusy i wprowadzanie zdobytej „zakupowej” wiedzy w życie. A na dobry początek, pamiętaj, by wrzucając produkt do koszyka zawsze zadawać sobie pytanie: „Czy na pewno tego potrzebuję?”

Rate this post

Author: admin

Może zainteresują Cię więcej podobnych wpisów

About the Author: admin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

shares