Jak zarabiać więcej pieniędzy?

Temat pieniędzy i zarabiania nadal w Polsce gdzieniegdzie to temat tabu. Mówi się, że w salonowych rozmowach nie powinno się poruszać tematu kasy i chorób oraz spraw prywatnych. W szkołach – poza uczelniami wyższymi – nie ma zajęć z zarządzania finansami, nikt dzieci nie uczy, jak zarabiać i jak mądrze wydawać czy oszczędzać. Potem w dorosłym życiu ci wszyscy, którzy nie studiowali ekonomii, nie mają pojęcia, czym są pieniądze i na czym polega ich obieg w systemie gospodarczym.

Wszyscy pamiętają, jak w PRL była kasa, bezrobocie plasowało się w granicach błędu statystycznego, ale półki sklepowe świeciły pustkami. Gdy nastał kapitalizm, rzucono towar do sklepów i powstały wielkie markety, a potem galerie handlowe, ale zmniejszyła się równocześnie podaż pieniądza. W PRL wystarczyło dodrukować pieniądz, bo i tak niczego w sklepach nie było. W systemie wolnorynkowym nie wolno drukować pieniądza pustego (bez pokrycia w produkcji i konsumpcji), więc zarobki są wschodnie, a ceny zbliżone do krajów rozwiniętych.

Jak mając za sobą powiedzmy pół kariery zawodowej zmienić swoje zarobki, czyli zarabiać więcej? Nie jest to niemożliwe, ale nie jest też łatwe. Najczęściej w wieku 19 lat, gdy zdajemy maturę i decydujemy się na studia, nie do końca wiemy, co naprawdę chcemy w życiu robić. Tymczasem to właśnie robienie tego, co uwielbiamy, stanowi szansę na naprawdę dobre zarobki. Nie warto iść tedy za trendami studiowania, bo przez 5 lat rynek się diametralnie zmienia, a wiedza i umiejętności zdobyte na studiach szybko się dziś dezaktualizują – powstają nowe programy komputerowe, coraz bardziej skomplikowane, nowe zawody i nowe potrzeby rynkowe. Nadal dominuje na studiach teoria, która w firmach nie jest konieczna, bo firmy szukają ludzi z umiejętnościami miękkimi, a nie tylko sporą wiedzą.

Liczą się szczególnie umiejętności społeczne, jak publiczne wystąpienia i prezentacje, praca w zespole, uczenie się do końca kariery, bo kiedyś wiedza zdobyta na studiach wystarczała na cały okres kariery, a dziś nie. Studia produkują kierunki, na które nie ma zapotrzebowania, a dotyczy to zwłaszcza kierunków humanistycznych i społecznych. Niegdyś hitem była psychologia, marketing i zarządzanie oraz prawo, a dziś dominuje biotechnologia, studia z branży IT czy logistyka. Kiedyś zasadniczo wystarczał jeden dobry kierunek, a dziś nierzadko studenci podejmują kilka kierunków studiów, nawet zupełnie ze sobą nie powiązanych. Poza tym jak donoszą ostatnie analizy zmniejszyła się drastycznie (nawet o ⅓) liczba osób idących na dzienne studia magisterskie. Coraz częściej korzystamy z kursów i szkoleń, trwających przeważnie kilka tygodni i pozwalających w tym czasie na zdobycie nowego zawodu, a także z samokształcenia. Jak oblicza Brian Tracy, znany mówca i szkoleniowiec, aby stać się ekspertem w danej dziedzinie potrzeba około 700 godzin, to jest tyle, ile trwa napisanie doktoratu. Nie trzeba już tracić pięciu lat, aby zdobyć zawód i potem pracę.

Ktoś, kto wierzy nadal w studia i pracę etatową, musi wziąć pod uwagę, że żyjemy w czasach płynnych (termin socjologa Zygmunta Baumanna) i w świecie niepewności, pozbawionym stabilnych podstaw. Co jakiś czas zdarzają się globalne kryzysy ekonomiczne, pękają bańki spekulacyjne, a Internet roi się od coraz to nowych pomysłów na szybkie i łatwe pieniądze. Obecnie dominuje trend inwestowania, ale bez odpowiedniej wiedzy można stracić wszystkie oszczędności. Kryptowaluty, tak dziś popularne, mogą – choć nie muszą – być kolejną bańką spekulacyjną, a opcje binarne okazały się w większości niewypałem. Zarabianie bierne (tzw. dochód pasywny) wciąż kusi ludzi aspirujących do bogactwa, lecz przeważnie ktoś przegrywa w grach ekonomicznych, aby ktoś mógł się wzbogacić.

Nadal brakuje porządnych możliwości uczciwego zarobku w sieci. Praca zdalna, z domu albo dowolnego miejsca nie jest dla wszystkich. Potrzeba ogromnej dyscypliny, aby czas nie przeszedł na surfowaniu po sieci czy social mediach. Trzeba umieć zorganizować sobie czas, miejsce pracy, otoczenie, które wspiera, a nie demotywuje. Nie znaczy to, że trend pracy zdalnej zaniknie, jednak większość nadal będzie “wychodzić do pracy” i pracować od 9 do 17. Dlatego w ocenie możliwości, jakie obecnie daje Internet należy zachować realizm. Zanim rzucimy pracę etatową czy pracę dla kogoś w prywatnej korporacji, trzeba mieć wizję dalszej kariery. Jeśli będzie to freelancing (“wolny strzelec” – np. programista, projektant, menedżer czy doradca), trzeba liczyć się ze zmniejszeniem zarobków w stosunku do poprzedniego miejsca pracy przynajmniej przez kilka pierwszych tygodni. Jeśli będzie to samozatrudnienie, czy uruchomienie własnego biznesu, trzeba wziąć pod uwagę, że w Polsce jest spora konkurencja w każdej branży, ponieważ aktywnie działa około 1, 5 mln mikro, małych i średnich przedsiębiorstw. Należy założyć, że początkowo będzie to działalność jednoosobowa, liczyć się z biurokracją i urzędami oraz z wysokimi opłatami, co ma się wkrótce zmienić. Obecnie przedsiębiorca musi co miesiąc płacić około 1400 zł brutto różnych składek na ZUS, niezależnie ile i czy w ogóle zarabia. Własny biznes to konieczność zainwestowania sporych środków, nie każdy otrzymuje pomoc państwa czy dotacje unijne, a w ciągu 5 lat od założenia firmy, około ⅔ bankrutuje lub czasowo zawiesza działalność. Na tym tle “bycie na swoim”, tak upragnione w latach 90., dziś jest o wiele trudniejsze z powodów wymienionych wyżej. Nie znaczy to, że nikomu się nie udaje, co potwierdzają odnoszące sukces młode start-up’y, jednak droga do sukcesu we własnej firmie najeżona jest nadal licznymi przeszkodami.

Co więc ma zrobić osoba, która wypaliła się w dotychczasowym zawodzie, została zwolniona (co nosi eufemistyczną nazwę “restrukturyzacji przedsiębiorstwa”) albo stan zdrowia nie pozwala jej na dalszą pracę etatową? Co ma zrobić przedstawiciel prekariatu, czyli nowej grupy społecznej “biednych pracujących”, żeby po prostu więcej zarabiać?

Wbrew pozorom sprawa nie jest beznadziejna. Wynika to z faktu, że wyjechało z Polski wiele pracowników (np. pielęgniarki, opiekunowie osób starszych, naukowcy, wolne zawody), panuje niż demograficzny i nastał wraz z pracownikami ze Wschodu “rynek pracownika”. Nie trzeba się od razu zwalniać i łudzić, że własna firma przyniesie kokosy. Wystarczy rozglądnąć się po rynku szkoleń, zdobyć nowe kwalifikacje i zawód i tak “uzbrojonym” udać się na rozmowę kwalifikacyjną z porządnie napisanym CV. Potem porozmawiać z obecnym pracodawcą i poprosić o awans i podwyżkę. Zasada jest taka, że żaden pracodawca nie wyjdzie nigdy z własnej woli z propozycją podwyżki, chyba, że zmusi go do tego uchwalona ustawa. To po stronie pracownika leży smutna konieczność nie zawsze miłej rozmowy o podwyżkę. Nie trzeba od razu szantażować pracodawcę zwolnieniem i mówić, ile to etatów czeka. Negocjacje płacowe należą do najtrudniejszych – pracodawca chce płacić jak najmniej i tak jest wszędzie. System prowizji i premii promuje pracowników umiejących nawiązywać nowe kontakty, sprzedawać i reprezentować firmę na zewnątrz. Nie ma możliwości pracy na zasadzie “czy się stoi, czy się leży”. Dziś bogaci to ci, którzy dużo i ciężko pracują, choć nadal pokutuje mit, że ktoś, kto się dorobił musiał oszukiwać albo mieć “plecy”. Bywa i tak, ale nie jest to już tak częste.

Podnoszenie kwalifikacji wyłącznie miękkich, mocno przereklamowanych, czyli umiejętności głównie sprzedaży, wyszukiwania informacji, pozyskiwania klientów, wychodzenia z inicjatywą, nie wystarczy. Należy oprócz nich zdobyć solidną “twardą wiedzę”, nauczyć się i przestudiować sporo artykułów z danej branży i pracować nad swoją pamięcią, bo to od niej zależy, czy będziemy umieli sprzedać swoją wiedzę na rozmowie kwalifikacyjnej i pokonać konkurentów. Dlatego kursy i szkolenia nie wystarczą – studia wyższe nadal dają nieco wyższe zarobki, choć prestiż studiowania, niegdyś wysoki, obniżył się znacznie. Dziś tytuł naukowy doktora odpowiada tytułowi magistra z czasów PRL. Uczymy się już nie faktów i praw, lecz uczymy się, jak się uczyć. Tyle, że w ten sposób nie jesteśmy zbyt konkurencyjni, bo każdy tak robi.

Innym błędem jest czerpanie wiedzy wyłącznie z Internetu. Krytykowanie “wiedzy książkowej” mocno obniżyło poziom wiedzy absolwentów, gdy tymczasem cała wiedza, jaką w historii zdobyła ludzkość zapisana jest na papierze. Oczywiście postępuje digitalizacja tej wiedzy, jednak odejście od podręczników, monografii naukowych czy choćby literatury klasycznej powoduje, że powiększa się rzesza osób, które posiadają “wiedzę pozorną”, zwaną czasem “wiedzą intuicyjną”. Taka wiedza na krótką metę pomaga, jednak gdy tylko pojawi się bardziej skomplikowany problem do rozwiązania, nie wystarcza. Praca umysłowa, zwłaszcza w nauce, polega przecież właściwie na umiejętności sformułowania i prezentacji możliwych rozwiązań danego problemu, nie istnieje bowiem jeden sposób rozwiązywania. Przydają się czasem techniki takie, jak “burza umysłów” czy notowanie nielinearne, ale w najbardziej złożonych problemach naukowych czy prawnych potrzeba solidnej wiedzy twardej, aby problem znalazł właściwe i najlepsze rozwiązanie. Stąd obok przecenianych kwalifikacji miękkich, wiedza stoi na pierwszym miejscu. Im więcej wiesz i umiesz, tym bardziej dobrze wypadasz na tle innych.

Nigdy nie jest za późno na nadrobienie zaległości, które powstają obecnie z powodu nadmiaru informacji, niekiedy sprzecznych, co wzmacnia jeszcze zjawisko “fake’ów” i podróbek informacyjnych. Każdą informację należy sprawdzać w wielu źródłach, nie zadowalać się prostymi danymi, jakie nasuwają się najpierw i pierwszym lepszym rozwiązaniem problemu. Konsultując z innymi problem, pokazujemy, że praca zespołowa ma większe możliwości niż praca w pojedynkę. Nadal jednak pokutuje kolejny mit, że tylko współzawodniczenie, konkurencja czy rywalizacja w miejscu pracy prowadzi do jednostkowego sukcesu. Tymczasem firmy, które postawiły nie tylko na uczciwą konkurencję, ale i wewnętrzną współpracę nad problemami między pracownikami tego samego i różnych szczebli w organizacji, osiągają długoterminowo lepsze wyniki, niż zakłady, gdzie panuje ostra rywalizacja pomiędzy pracownikami. Nie jest tak, że “jeśli ja wygram, to inni muszą przegrać”. Obecne modele ekonomiczne tak zwanej gry o sumie niezerowej pokazują, że możliwa jest wygrana wszystkich zainteresowanych, a nie tylko różnie rozumianej “elity”. Demokratyzacja pracy w firmach zastępuje dawny schemat hierarchicznego i pionowego pięcia się po szczeblach kariery i awansu, które polegało nie na merytorycznej przewadze nad kolegami, ale w dużej mierze na umiejętności “wkupienia się” w łaski przełożonych.

Konkludując, można rzec, że w każdym wieku i niezależnie od dotychczasowego przebiegu kariery edukacyjnej i zawodowej możliwa jest zmiana na lepsze w zakresie zarabiania pieniędzy. Wymaga to jednak odwagi postawienia celów i opuszczenia strefy komfortu wygodnej posadki na całe życie. Większość pracujących w wieku produkcyjnych (15 – 60/65 r. ż.) zmieni miejsce pracy kilkakrotnie w ramach swojej branży, a wielu zmieni całkowicie branżę i zainteresowania zawodowe. Jedna praca na całe życie w tym samym miejscu to częstsze wypalenia, ryzyko groźnych wypadków. Istnieje też zawsze możliwość poproszenia o zmianę stanowiska w obrębie firmy – takie okresowe zmiany bardzo motywują i wpływają na wyższe morale wszystkich pracowników.

Rate this post

Author: admin

Może zainteresują Cię więcej podobnych wpisów

About the Author: admin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

shares